27 lis 2013

Ucieczka

       Dzień dobry! Wiem, notka późno. Możecie mnie zjeść. Ale nie miałam totalnie siły na pisanie. Nad tym czymś męczyłam się cały dzień, a i tak mam wrażenie, że to nie jest to co chciałam.
One-shot dedykowany Jelly, ponieważ jej komentarz zmotywował mnie jako tako do pisania <3
Ten post początkowo miał być opowiadaniem, jednak uznałam, że i tak nie będziecie komentować, więc po co się dodatkowo załamywać - zrobię z tego jedną rzecz z dziwnym zakończeniem i dziwną fabułą. XD
Napisane kilka lat temu, więc może być bez sensu. 

Ostrzegam: one-shot jest bez bety, więc mogłam się gdzieś popełnić błędy. Czytasz na własną odpowiedzialność. 
Enjoy !  

 ~ * ~ * ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ * ~ * ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *

-Ren! Chodź na dół. Minhyun do Ciebie przyszedł - krzyknął mój brat z kuchni. Serce zabiło mi mocniej na dźwięk imienia mojego chłopaka. Rzuciłem wszystko co w tej chwili robiłem i pobiegłem do drzwi. Schody przeskakiwałem co trzy stopnie, aż w końcu postawiłem stopę na stałym gruncie, który przynależał do przedpokoju. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to jego idealna twarz na którą opadało kilka cienkich i brązowych kosmyków. Był cały mokry, ale to zapewne sprawka ulewy, która panuje poza domem. Westchnąłem zadowolony na ten widok. Jak dobrze go mieć przy sobie. Uśmiechnąłem się do niego ciepło i podchodząc bliżej, chwyciłem go za dłoń. Zacząłem ciągnąć kochanka do góry, w kierunku mojego pokoju. Ale co mnie bardzo zdziwiło, nawet nie drgnął.
- Minhyun... dlaczego nie idz... - chciałem dokończyć, jednak mój chłopak przerwał moją wypowiedź. Co mnie bardzo zdziwiło ponieważ  przerywał mi tylko wtedy, gdy był zdenerwowany, bądź też wściekły. Zszokowany wpatrywałam się w bruneta. Spojrzałem na niego podejrzliwie.
- Minki, idź do siebie. Ja muszę porozmawiać z Baekho. To ważne - burknął do mnie, zaczynając lekko popychac w kierunku sypialni. Ale widząc moje niezdecydowanie, westchnął głośno i powiedział do mnie uspokajająco - To taka jakby... - długo szukał słowa, którym mógłby dokończyć owo zdanie.
- ... Jakby co? - powiedziałem, a moja brew podjechała wysoko w górę.
- Niespodzianka. O, tak. Niespodzianka - mówiąc to, wyszczerzył się do mnie. Zmrużyłem oczy i przyjrzałem mu się dokładnie. Cóż, może wyraz twarzy przedstawiał uśmiech, ale po głębszym zastanowieniu się i przyjrzeniu można było dostrzec, iż był to uśmiech wyrażający smutek. Znałem go już dostatecznie długo, więc zauważenie czegoś takiego było dla mnie nie zbyt trudne. Wyglądał jakby maskował jakiś czający się w jego sercu ból - no już, zmykaj do siebie. Przyjdę tam za kilka minut - mruknął i klepnął mnie w pośladek, popędzając na górę. Jeszcze raz na niego spojrzałem pełna obaw i wątpliwości, jednakże po chwili z wolna pokiwałem głową i skierowałem się do wskazanego przez niego pomieszczenia. Bylem pewien praktycznie w stu procentach, że chodzi mu o coś złego, przygnębiającego oraz strasznego. Zamyślony usiadłem na łóżku i tępo wpatrywałem się w lawendową ścianę, przy okazji próbując wyłapać coś z ich rozmowy. Ale dolatywały do mnie tylko nic nie znaczące urywki zdań, typu "kocha", "...się zgodzić", "dobra, [...] obiecuję" lub też "latało". Z jękiem opadłem na posłanie, głowę chowając między poduszkami. Byłem cholernie ciekaw czego dotyczy ta rozmowa. Co kto komu obiecał; dlaczego się na coś nie zgodził. Nic nie rozumiałem. To wszystko nie miało dla mnie większego sensu. W mojej głowie pojawiały się coraz to nowsze pytania. Jednakże jednego byłem pewien. Słowo "kocham" przeznaczone było było dla mnie. I ta wiedza chwilowo mi wystarczyła. Chwilowo.

~ * ~ * ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ * ~ * ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ * 

 Wpatrywałem się w plecy oddalającego się Rena. Tab bardzo chciałem go teraz przytulić, pocałować, powiedzieć jak bardzo mi na nim zależy. Ale te sprawy muszą poczekać, Teraz trzeba porozmawiać z jego bratem. Z westchnieniem skierowałem się do kuchni, a gdy zobaczyłem, że wyciąga coś z piekarnika, usiadłem na krześle.
- Hej Baekho, co u Ciebie? - zacząłem, bawiąc się solniczką, która leżała na stole.
- Co tym razem? Czego chcesz? - powiedział dwudziestopięciolatek i uśmiechnął się do mnie ciepło. Odwzajemniłem uśmiech - co cię gryzie tym razem?
Spojrzałem na niego zaskoczony. Czyta w myślach czy jak? 
- Skarbie, posłuchaj. Raz; ty praktycznie zawsze do mnie przychodzisz, gdy coś Cię dręczy. A po drugie, gdyby tak nie było, to nie bawiłbyś się tą solniczką, jakby ona miała odreagować za Ciebie - mruknął, zanurzając głowę w szafce w poszukiwaniu jakichś przypraw do jedzenia.
- Skarbie? - skrzywiłem się - weź przestań. Minki Cie zabije jak się dowie, że tak do mnie mówisz.
- No tak! Najlepiej! Obwiniaj za top człowieka, który stara się być miły. Obwiniaj - prychnął głośno i wyciągnął w końcu głowę. Widocznie znalazł to co chciał. Spojrzał na mnie rozbawiony całą tą sytuacją - a jak, to tylko moja wina.
- Chodzi o to, że... - zacząłem i chyba się zaciąłem, bo już nic więcej nie chciało przejść przez moje gardło. Co za porażka.
- Że...?
- Eh, wyprowadzam się z siostrą do Chin - bąknąłem cicho.
- Mhm, dobra. A powód?
Zdziwiony popatrzyłem na blondyna. Zupełnie jakby w ogóle się tym nie przejął.
- Mafia, gang... jak wolisz - mruknąłem i wzruszyłem ramionami.
- Rozumiem - powiedział i odwrócił się do mnie przodem, opierając rękoma o blat kuchni. Jego wzrok był zimny i pusty. Wzdrygnąłem się na ten widok - Ale nie wiem czy jesteś świadom, że to zrani Rena. Będzie przerażony wizją, że prawdopodobnie już nigdy Cię nie zobaczy.
- Wiem to, aż za dobrze. Nie musisz mi przypominać - fuknąłem smutno i spojrzałem wojowniczo na Baekho - ja też jestem tym przerażony. Ale robię to, bo go kocham. Nie chcę, żeby ten popieprzony gang coś je zrobił.
- To bardzo szlachetne z Twojej strony, ale co ja mam do tego? 
- Gdy powiem to wszystko Minkiemu jestem w stu procentach pewien, że się wścieknie. Ale potem będzie rozpaczać i mnie nie puści. Proszę Cię więc, żebyś go przytrzymał, gdy będę wychodzić. To dla mnie ważne. Nie chcę, żeby wybiegł na drogę i wpadł pod samochód czy coś.
Blondyn pokiwał głową.
- Nie mogę się nie zgodzić.
Uśmiechnąłem się smutno i wstałem z krzesła, gdy nagle przypomniałem sobie o jeszcze jednej sprawie.
- Masz się nim opiekować. Obiecaj mi to.
- Co ja Ci tu będę obiecywać. Ja się nim zawsze opiekuję, choćby nie wiem jakie gówno nad nim latało. Także, to masz jak w banku młody.
Odetchnąłem głęboko. Ren bezpieczny, przynajmniej póki będę trzymać się od niego z dala.
- Najlepiej, żebyśmy w ogóle zerwali kontakt. To według mnie będzie najodpowiedniejsze. Ach! - nagle sobie przypomniałem tą ostatnią rzecz. Wsadziłem swoją dłoń do kieszeni i wyciągnąłem niewielkie, kwadratowe i granatowe pudełko. Podałem je chłopakowi - daj to Minkiemu w dniu jego urodzin, dobrze? To ważne, bardzo.
Chłopak spojrzał na mnie dziwnie.
- Minhyun, na pewno teraz chcesz wyjechać? Jej wielki dzień jest za kilka dni. Więc wydaje mi się, że mógłbyś poczekać, nie? 
Pokręciłem smutno głową.
- Nie, nie możemy. Oni nas już wytropili. Jeśli dopisze im szczęście, to mogą się tutaj zjawić już na kilka godzin, Więc chcemy w tym czasie zniknąć. I jeśli pozwolisz, pójdę teraz do Rena. Mam niewiele czasu. Tylko niecałe piętnaście minut - mruknąłem otępiale  i szybko zniknąłem z kuchni. Kierowałem się do pokoju mojego chłopaka. Nagle zobaczyłem, że ma uchylone drzwi. Otworzyłem szeroko oczy z przerażenia. Mógł wszystko słyszeć. A to byłoby nie przychylne mojej sytuacji, bo chciałem wmówić mu inną wersję. Wziąłem głęboki wdech i przekroczyłem próg jego sypialni. Zobaczyłem, że blondyn leżał na łóżku z głową w poduszkach. Czyli raczej niczego nie wie. Odetchnąłem z ulgą. Jeszcze jest szansa na wmówienie mu fałszywej wersji. 
- Ren - powiedziałem głośno i stanowczo, próbując przywołać stanowczy wyraz twarzy - muszę Ci coś powiedzieć.
Zdziwiony usiadł na łóżku i wpatrywał się we mnie smutnym wzrokiem. Prawdopodobnie domyślał się, że mam mu coś złego do przekazania.
- O co chodzi? - mruknął i wstał, idąc w moim kierunku. Nagle zatrzymał się przede mną, najwyraźniej widząc moją minę. Zbliżyłem się do niego szybko i objąłem. 
- Kochanie, posłuchaj - zacząłem, ale nie wiedziałem jak dokończyć to kłamstwo. To było trudniejsze, niż się początkowo wydawało. Westchnąłem - tylko się nie denerwuj, proszę - gry tylko to powiedziałem, chłopak zdezorientowany kiwnął głową. Ostatecznie postanowiłem wyznać mu prawdę. Nie potrafiłbym go oszukać. Ten czyn byłby ponad moje siły - wyprowadzam się, Do Chin. Przepraszam Cię.

~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~ *  ~

- Wyprowadzam się - te dwa słowa wypowiedziane z ust mojego Minhyuna brzmiały jak najokropniejszy krzyk. Jak koszmar. Pokręciłem głową, a z oczu zaczęły płynąć mi łzy. Nie mógł mnie zostawić. Przecież mnie kocha. A ja kocham jego.
- Nie... nie możesz... - kręciłem głową, a moje oczy były już napuchnięte od płaczu - nie! - krzyknąłem i wyrwałem się z jego uścisku - nie pozwolę Ci! Nie zostawisz mnie, błagam!
W tej chwili nie wiedziałem co powinienem zrobić. Sytuacja przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. To mnie przerosło. Spojrzałem na niego swoimi wilgotnymi oczami, by po chwili zrezygnowany osunąć się na podłogę. Nic do mnie nie dochodziło, żadne bodźce z zewnątrz. Byłem jak w jakimś transie, letargu. Po chwili jednak się ocknąłem i spojrzałem na stojącego nade mną chłopaka. Gdy tak dłużej na niego spoglądałem, widziałem w jego wzroku tylko ogromny ból jak i miłość do mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Miałem tyle pytań do niego, a jednocześnie przerażającą pustkę w głowie. Chciałem coś powiedzieć, jednak mogłem tylko otworzyć usta z których później i tak nic się nie wydostało. 
- Minki, musisz mnie zrozumieć - zaczął, kucając obok mnie i ujmując moją twarz w some silne dłonie - robię to tylko z Twojego powodu. 
- Dlaczego...? - jęknąłem  cicho, kładąc swoją rękę na jego - czy zrobiłem coś nie tak, że chcesz mnie zostawić? - spuściłem głowę.
- Nic nie zrobiłeś - prawie krzyknął, mocno mnie obejmując. Wtuliłem się w niego jak w ulubioną maskotkę - po prostu nie chcę, żeby coś Ci się stało, a przy mnie jest to pewne - szepnął mi do ucha, przyciągając mnie do siebie jeszcze bardziej - najmocniej jak tylko mogę, kocham Cię i chcę chronić przed okrucieństwem tego świata. Zawłaszcza przed niebezpieczeństwem z mojej strony. 
Siedziałem na podłodze, gdzie jednym uchem słuchałem tego co do mnie mówił, a drugim wypuszczałem. Nie mogłem uwierzyć, że chce mnie opuścić. Ta sytuacja nie miała prawa bytu. Pokręciłem głową i zrozpaczony wczepiłem palce w koszulę Minhyuna.
- To nasze ostatnie spotkanie - mruknął, a ja poczułem jego gorący oddech na swojej szyi. Aż się wzdrygnąłem - przepraszam - powiedział, po czym namiętnie mnie pocałował w usta i wstał, prędko wychodząc z pomieszczenia. A ja nadal tam siedziałem, na tej lodowatej podłodze, próbując przyswoić nowe wiadomości. Gdy nagle uświadomiłem sobie powagę sytuacji. Prawdopodobnie już nigdy więcej się nie zobaczymy.... Ponaglony tą myślą, jak torpeda rzuciłem się w kierunku wyjścia z mojego pokoju, by zbiec na dół za chłopakiem. Zeskoczyłem z czterech ostatnich stopni i ruszyłem do głównych drzwi, które właśnie się zatrzasnęły.
 - Minhyun - wydarłem się i skoczyłem do wyjścia, przekręcając klamkę i wypadając na zewnątrz - Minhyun, nie zostawiaj mnie - krzyknąłem zrozpaczony, widząc jak jego auto powoli startuje z mojego podjazdu. Chciałem podbiec, jednak coś mną szarpnęło za nadgarstek. Odwróciłem się spanikowany i zobaczyłem Baekho. Jego smutny wzrok jeszcze bardziej mnie przeraził. Zdeterminowany pokręciłem głową, czując jak łzy bezradności spływają po moich policzkach. Całe moje ciało ogarnięte zostało jakąś niepojętą melancholią. A ja nie chciałem, żeby ten stan trwał w mojej duszy, więc wyrwałem się bratu i pobiegłem w stronę oddalającego się pojazdu. Jednak nie przebyłem nawet kilku kroków, gdy nagle poczułem ręce mocno oplatające mnie w pasie. Próbowałem mu uciec, jednakże uścisk był zbyt silny. Szamotałem się, rzucałem w jego objęciach. Jednak to na nic.
- Baekho, do cholery! Puść mnie! - wrzasnąłem, kopiąc go w stopę - on nie może...
- Ren, uspokój się - szepnął mi do ucha, jeszcze mocniej wzmacniając złączone dłonie - proszę.
- Nie... - szepnąłem łamiącym się głosem, patrząc przez załzawiony oczy na znikający samochód - nie może mnie zostawić... Minhyun! - krzyknęłam ostatni raz, gdy upadam zrozpaczona na kolana, głośno szlochając. Bo właśnie w tym momencie zawalił się cały mój świat. Moje kruche serce stłukło się na tysiące drobnych kawałków. Serce popsute, dusza zabita. W tamtym momencie straciłem cała nadzieję na lepsze jutro. Bo bez niego nic nie ma sensu. On był moim promykiem w życiu. Moim osobistym słońcem dzięki któremu rozkwitłem. A teraz mnie opuścił. Czułem jak więdłem z sekundy na sekundę. Niczym lilia pozostawiona bez wody. Może życie się skończyło. Umarłem w środku.

3 komentarze:

  1. It was a great story that i had never see before. and it touched my heart. My tears dropped a little bit and choked. i hope you can write more emotional story. Fighting!!! (Y)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dedykacjaaaaa?! Dla mnieeee?! *.* Ojejku, nie wiesz jak się cieszę! <3 Miło mi, że zmotywowałam Cię do roboty.

    A teraz do rzeczy.

    JAK MOGŁAŚ TAK TO ZAKOŃCZYĆ?! T_T Moje serce krwawi... Biedny Ren. Minhyun go tak po prostu zostawił. Co za dupek z niego! Chociaż, on chciał dla niego dobrze... Ehh... nie wiem po czyjej stronie stanąć. Współczuję Minkiemu, naprawdę, ale jednocześnie rozumiem Minhyuna. Na miejscu ich obu zrobiłabym to samo, więc nie bardzo wiem co powiedzieć.
    Ogólnie, stylistycznie było dobrze. Błędów jakichś szczególnych nie zauważyłam. ;) Świetnie opisałaś emocje bohaterów, co jest równie ważne jak cała stylistyka.

    No i teraz mam do ciebie romans... XD
    Napisz kontynuację! Ładnie proszę! *___* To nie może się tak skończyć, nooo! >.< Ja się nie zgadzam, się! >D Proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Pozdrawiam i życzę weny! Jelly~ ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. NiE NO ..CO TO JEST ...NIE NO PROSZE....NIE ZOSTAWIAJ RENA ...NIEEEE ....TO NIE MOZE BYC KONIEC ...!!! ...WRACAJ OSLE ..TERAZ JUZ ...

    matko placze ...co ty zemna zrobila CUDOWNE ...tak bardzo brakowalo mi Yaoi ......a piszesz poprostu B.O.S.K.O !!!!! Wielbie cie ...MOJ MISTRZU *wali czolem o podloge*

    ...z niecierpliwoscia czekam na dalsze wydarzenia ...

    ~Pozdrawia Suu *0*

    OdpowiedzUsuń

Łączna liczba wyświetleń